Nie pamiętam czy pisałam już o tym, że był czas kiedy nie lubiłam przygotowywać ciasta na naleśniki. Nigdy mi nie wychodziło. Ciasto było albo za rzadkie albo za gęste, naleśniki przyklejały się do patelni. Smażyć mogłam ale pod warunkiem, że ktoś wcześniej przygotował ciasto.
Po kilku (nastu) próbach i błędach w końcu doszłam do perfekcji. Teraz nie wyobrażam sobie, że mogłabym ich nie piec. Są bardzo szybkie w przygotowaniu i co najważniejsze można zastosować sporo zamienników. Jeśli nie mam odpowiedniej ilości mleka daję wodę, mąkę pszenną zastępuję krupczatka czy też inną, którą mam pod ręką (uwaga na ziemniaczaną, można dodać, ale nie za wiele).
Naleśniki to świetna sprawa na brak pomysłu, za każdym razem można podać w inny sposób. Pełna dowolność.
Z podanych składników wychodzi 15 placuszków i z takim nadzieniem na półsłodko trzyosobowa rodzina może sobie podjeść (dzięki nadzieniu z białego sera, naleśniki nie są zbyt słodkie).














