Wróciłam po weekendowych wojażach, zmęczona, niedospana i głodna po podróży. I co ja zrobiłam? Zamiast przygotować coś szybkiego do zjedzenia albo położyć się i odpoczywać, swoją osobę skierowałam do kuchni i zaczęłam wymyślać. W dość krótkim czasie zrobiłam kilka pysznych dań, i tak sobie myślę, że gdyby nie zmęczenie to pewnie nigdy bym ich nie zrobiła – tak czasami mam, nie wiem skąd w takich momentach czerpię siły. Może to efekt pobytu w rodzinnych stronach, trafiłam na program o (nie) zdrowych produktach i to co w nich się znajduje.

Jako ostatnie do piekarnika trafiły bułki orkiszowe z mąki, którą przesłały mi Gdańskie Młyny. Jest to moje pierwsze zetknięcie się z tą marką jak i mąką z orkiszu. Bułki wyszły pyszne, miękkie i treściwe, świetnie się kroją a przy tym się nie kruszą. Upiekłam 8 dość dużych bułek, można zrobić więcej mniejszych bułeczek. Pasują do wędlin, sera i dżemów. Mają jeszcze jedną ważną zaletę. Cena produktów nie przewyższa cen bułek w sklepie (nie mówię tu o tych najtańszych napuszonych), a ja już nie chcę słyszeć co mogę znaleźć w kupnym pieczywie. I obiecuję sobie i Wam, że od dziś będę częściej wypiekać bułki i chleby w domu.
Bułki po upieczeniu przykryłam ściereczką a zjedliśmy je na śniadanie. Polecam.











