Tort długo nie wytrzymał, wyszedł idealny, a piekłam go o 23 z minutami (czego nie robi się dla dzieci). Rano udekorowałam ubitą śmietanką i owocami – o 12 nie było połowy a po obiedzie wyparował cały.
Wypiek przygotowałam dla rocznej solenizantki, która wkładając rączkę w bok tortu spróbowała go jeszcze przed zdmuchnięciem świeczki – solenizantka może. Musiało smakować, bo nie mogłam jej odgonić, tak samo jak pozostałe dzieci, które zajadały się delikatnym biszkoptem.












